Po wrześniowej katastrofie mojego pierwszego modelu samolotu nie mogłem znaleźć części zastępczych niezbędnych do remontu. W listopadzie zakupiłem nowy samolot z całym osprzętem, jednak jeszcze mało nim latałem i potrzebuję do tego dobrych warunków (dodatnia temperatura, brak oślepiających promieni słonecznych, przejrzystość powietrza i lekki wiatr z kierunku 80 lub 260) oraz trochę "przypomnienia jak się lata". Fakt - latanie to jedna z tych rzeczy, których się nie zapomina, ale ja jednak wolę poćwiczyć zanim wzbiję w powietrze ponad pół wypłaty. ;)Tymczasem wydawało mi się, że model Cessny 480 na którym nauczyłem się latać jest już spisany na straty, jednak w jednym z internetowych sklepów modelarskich znalazłem i zamówiłem cały kadłub, komplet popychaczy, śrub i drobnych plastików, które były mi potrzebne do naprawy. Choć kadłub okazał się brzydko wycięty (co prawdopodobnie będę reklamował), to 48 PLN + przesyłka pozwoliło na nowo ożywić maszynę - dziś dokonałem niezbędnych podmian części oraz złożyłem wszystko w całość i sprawdziłem. Raczej będzie latać. :)
Naprawiona maszyna posłuży mi jako narzędzie do przypomnienia zasad jakimi rządzi się aerodynamika (przed lataniem Red Hawkiem) oraz do nauki latania dla mojej Wybranki, która ostatnio też trochę wkręciła się w lotnictwo.
Pierwszy lot, o ile pogoda pozwoli, odbędzie się w najbliższy czwartek gdzieś na polach na północ od Częstochowy.

Szkoda bo w czwartek nie będę mógł uczestniczyć w lotach :(
OdpowiedzUsuń