Gdyby w moim modelu siedział pilot, prawdopodobnie już dawno by skakał i otwierał spadochron. Nie chodzi tylko o przeciążenia przy akrobacjach (khem, na ile górnopłat może sobie pozwolić), ale także o ostatnie mocno awaryjne przyziemienia ze zbyt dużym GS-em (nie mam hamulców aerodynamicznych!) spowodowane powtarzającymi się awariami silnika. Okazało się, że z powodu "zmęczenia materiału", mocowanie silnika nie było w stanie wytrzymać naprężeń wynikających z siły ciągu ZSS (Zespołu Silnik Śmigło). Żywica epoksydowa od Sławka i Rafała (dzięki Panowie!) pomogła, ale niestety po dwóch lotach mocowanie pękło kilka milimetrów obok. Dziś stwierdziłem, że nie da się już tego naprawić, a w/w części nie znalazłem w znanych mi e-sklepach modelarskich. Jeśli części nie uda się sprowadzić w rozsądnym czasie (latać, latać, latać!), to zakupię model kompatybilny sprzętowo (mocowanie silnika, miejsce na pakiet, etc.) z pelikanową Cessną 480 i przełożę cały osprzęt. Póki co niestety jestem uziemiony. :(Tutaj można znaleźć kilka zdjęć z ostatniego lotu mojej Cessny z 26.09.2009.

No to jak ja już się ogarnąłem, i znalazłem czas na latanie to Ty sobie samolot rozbijasz? Ojojoj...
OdpowiedzUsuń